
(fot. cs)
Zmarł papież Franciszek. Miał w Kościele swoich zwolenników i przeciwników.
Po ojcu świętym – teologu, który kładł akcent na głoszenie prawdy i dbanie o katolicki wymiar doktrynalny, przyszedł następca św. Piotra, któremu bliższy był duch franciszkański. A za cel stawiał sobie zbliżenie się do każdego człowieka, aby w pierwszym rzędzie poszukiwać z nim pokoju, braterstwa i jedności.
Duch franciszkański w Watykanie
Czy był to odpowiedni patron na obecne czasy zamętu, skandali z udziałem duchownych, kryzysu instytucji Kościoła, wojen i podważania wielu wartości?
Święty Franciszek też nie żył w spokojnych czasach. A jego misja odbudowywania Kościoła dokonywała się nie tyle jakimiś działaniami administracyjnymi (choć papież takie podejmował), ile własnym przykładem.
Wobec bogactwa i zbytku wielu ludzi Kościoła założyciel franciszkanów wybierał ubóstwo. W przypadku papieża był to wybór domu św. Marty zamiast pałacu apostolskiego. W trakcie wojen krzyżowych św. Franciszek starał się być narzędziem Bożego pokoju. I kiedy cały katolicki świat ruszył do boju o odzyskanie Ziemi Świętej z rąk muzułmanów, Biedaczyna potrafił porozumiewać się z Sułtanem. I dzięki temu, mimo że tamte tereny pozostały jednak w rękach Mahometan, to właśnie franciszkanie mogli potem pobudować tam swoje klasztory i kościoły i pozostawać znakiem obecności Kościoła na obcej już ziemi.
Dialog czy nauczanie?
Akcent na dialog i szukanie tego, co łączy, a nie na wymiar nauczycielski Kościoła dla wielu katolików jest problematyczny. Bo czy można szukać jedności z kimś, z kim nie ma widoków na uzgodnienie wspólnego stanowiska teologicznego czy jednakowej oceny moralnej konkretnych czynów?
Taka postawa nieraz budziła sprzeciw tych, dla których głoszenie doktryny jest jednak ważniejsze. I to dbałość o nią jest dla nich podstawowym zadaniem papieża i stolicy apostolskiej. To najpierw do niej należałoby wszystkich przekonywać. O niej nauczać. Ją uzgodnić, aby móc dopiero po jej przyjęciu zacząć budowanie jakiejkolwiek jedności.
Odwrócenie tej kolejności kojarzyło się wielu krytykom z relatywizmem doktrynalnym i moralnym. Z brakiem wierności odwiecznej nauce Kościoła, a więc z herezją.
To dlatego krytykowano również św. Jana Pawła II, kiedy w Asyżu spotkał się na wspólnej modlitwie o pokój z przedstawicielami innych religii. Choć każdy z nich modlił się do „swojego” Boga, czy też jakkolwiek go rozumiał, w założeniu nie oznaczało to wcale teologicznego zamazywania różnic między różnymi wyznaniami ani poglądu o ich jednakowej prawdziwości. Co najwyżej o zawieszeniu o tym w danej chwili sądu. Było za to zwróceniem uwagi na wspólny mianownik, który powinien łączyć wszystkich ludzi religijnych. A mianowicie: pragnienie pokoju między ludźmi, bez względu na różnicę wyznania, rasy czy innych uwarunkowań.
Kiedy jednak sięgniemy do ewangelii, to na jej kartach spotkamy Jezusa, który potrafił wyświadczyć łaskę Syrofenicjance, nie potępił jawnogrzesznicy, dokonał uzdrowienia w domu rzymskiego setnika oraz jadał z grzesznikami i celnikami. Czy to uwiarygadniało krytykę Jego osoby za to, że staje po stronie relatywizmu doktrynalnego i moralnego?
Papież pokoju
Różne mogą być marzenia o sposobie pełnienia funkcji papieskiej. Każdemu może być też bliżej do jakiejś innej formy sprawowania tego urzędu. Co więcej, z pewnością w każdym pontyfikacie można wskazać także jakieś potknięcia i słabości. Ważne jest jednak, żeby podjąć trud zrozumienia profetycznych akcentów, jakie stawia konkretny papież i uczyć się od niego. Bo może to właśnie chce powiedzieć dziś Duch do Kościoła?
Wiele było wypowiedzi papieża Franciszka, które z pewnością pozostaną jego trwałym dziedzictwem i drogowskazem. Wizja Kościoła jako „szpitala polowego”, zwrócenie uwagę na empatię i potrzebę czułości i jej ewangelizacyjnego potencjału, pojęcie „nawrócenia duszpasterskiego” i synodalność rozumiana jako dopuszczenie do dialogu szerszego gremium w różnych kościelnych instytucjach, w miejsce nieraz nazbyt sztywnej hierarchiczności, wreszcie potrzeba rozeznawania w miejsce czasem nazbyt prostych kryteriów oceny. Były też akcenty osobiste, jak: przyznanie się do własnej psychoterapii, zachęta do „ruszenia się z kanapy”, potrzeba dialogu w rodzinie, wreszcie troska o osoby starsze. Z pewnością można przytoczyć jeszcze wiele innych słów i gestów papieża, które były wezwaniem, aby spojrzeć na światowe zawieruchy w perspektywie ewangelicznej.
Dla mnie jednym z istotniejszych fragmentów papieskiego nauczania jest tekst o błogosławieństwie dla tych, którzy wprowadzają pokój z adhortacji „Gaudete et exultate”. Franciszek pisał tam: „Niełatwo jest budować ten ewangeliczny pokój, który nikogo nie wyklucza, ale włącza także tych, którzy są nieco dziwni, trudni i skomplikowani, tych, którzy wymagają uwagi, tych, którzy są inni, tych, którzy są bardzo obciążeni życiem, mają inne zainteresowania. Jest to trudne i wymaga wielkiej otwartości umysłu i serca, ponieważ nie jest to »budowanie zgody ‘przy biurku’ lub kruchego pokoju jedynie dla uprzywilejowanej mniejszości« ani też »projekt przygotowany przez niewielu i adresowany do niewielu«. Nie usiłuje też pomijać lub ukrywać konfliktów, ale raczej »przyjąć konflikt, rozwiązać go i przemienić w ogniwo nowego procesu«. Chodzi o to, by być budowniczymi pokoju, ponieważ budowanie pokoju jest sztuką wymagającą pogody ducha, kreatywności, wrażliwości i umiejętności. Rozsiewanie pokoju wokół nas jest świętością” (n. 89).

